Serwis z recenzjami zjawisk medialnych, ktorych nie znajdziecie gdzie indziej, a sa warte uwagi. Kultowe filmy, muzyka i sztuka przez masy niedoceniona.
Kategorie: Wszystkie | ! SPIS TREŚCI ! | Film | Inne | Media | Miasto | Muzyka
RSS
środa, 01 lutego 2006
Fort Minor
BARDZO spodobał mi się debiut tego zespołu, będącego zdaje mi się odnogą Linkin Parku. Podoba mi się znacznie bardziej niż sam Linkin Park :-)

Agresywny tekst utrzymany w klimacie "DOSYĆ TEGO, IDZIESZ NA DNO W SAMOTNOŚCI, JEŻELI TEGO PRAGNIESZ". Mocny rytm i cudowny teledysk - fale energii i kolorów wypełniające podziemny parking. Teledysk można zobaczyć i usłyszeć TUTAJ. Bardzo łatwo wpada w ucho. Pewny i stuprocentowy hit.
13:19, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 31 stycznia 2006
David Banner
David Banner to wielki i niebezpiecznie wyglądający murzyn. Jednocześnie, bardzo elegancki. Demoniczny. Wyobraźcie sobie czarnego Lucyfera. Ok? Teraz wyobraźcie sobie postawnego Lucyfera. Ok, to mniej więcej macie w myślach Davida Bannera. W teledysku "PLAY" Banner... znęca się nad panienkami...!

Teledysk puszcza nocami telewizja MTV Base. To nie jest jakiś typowy hip-hop. To nie komercyjny szajs sprzedawany w polskich stacjach. Od razu czuć oryginalny klimat utworu. Wręcz minimalizm kompozycji różnych dźwięków. Skąpo obrane panienki wyraźnie cierpią! Banner jednak nie ma litości. Banner dominuje. Jest panem i władcą. One cierpią, bo on im każe. Głupie babki. Są tylko tanimi laseczkami walczącymi bezradnie o swój status. To FACET tutaj rządzi! Facet czyta gazete, facet mówi co dupy mają robić. Facet to potęga!

O co tu do cholery chodzi? David Banner gra demonicznego osobistego trenera na siłowni :-) Czy ktoś pomyślał, że mamy tu do czynienia z szowinistycznym przekazem o męskiej dominacji świata? Bzdura. To raczej absurdalna wizja głupich zachodnich dup, które gotowe są płacić 100 dolarów za godzinę, by być poganianą przez jakiegoś osiłka. Osiłka zwanego bardziej elegancko "osobistym trenerem" ;-)

Jestem przekonany, że w domu rodzinnym demoniczny David Banner "dobrze traktuje" jakąś "swoją kobietę". Jego kobieta jest dla niego jego królową. David z pewnością nie wprowadza do życia prywatnego idei męskiej dominacji. Dlaczego? Bo po pierwsze - to jest strasznie kretyńska idea. Po drugie - niepraktyczna, żadna kobieta nie jest na tyle głupia, by dać się tak zdominować. Nawet w kraju trzeciego świata.
14:24, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 stycznia 2006
Franz Ferdinand - Walk Away
I swapped my innocence for pride
Crushed the end within my stride
Said 'I'm strong now I know that I'm a leaver"
I love the sound of you walking away
Mascara bleeds a blackened tear
And I am cold,  Yes I'm cold
But not as cold as you are
I love the sound of you walking away

Czas był by zmienić niewinność w dumę, stukanie obcasa w posadzkę korytarza, gdy odchodziła, wydawało się być muzyką. Jeszcze raz odwróciła się, by spojrzeć na to, co narobiła.

Why don't you walk away?
No buildings will fall down
Why don't you walk away?
No quake will split the ground
Why don't you walk away?
The sun won't swallow the sky
Why don't you walk away?
Statues will not cry

Przecież nic się nie stanie, świat się nie zawali, świat jest wielki i nawet nie zauważy zmiany. To kolejna spalona miłość, oparta na wizji jednej osoby i wyrachowaniu innej. Chociaż kto by osądzał. Winni czy niewinni. Wszyscy sobie warci. Gdy komuś brakuje dobrej woli to po prostu brak dobrej woli, a nie jakaś wina. Do niczego nikogo nie zmusicie.

I cannot turn to see those eyes
As apologies may rise
I must be strong and stay an unbeliever
And love the sound of you walking away
Mascara bleeds into my eye
I'm not cold I am old
At least as old as you are As you walk away

Odwrócił się i nie spojrzał już w te zapłakane oczy, choć mógł coś zrobić. Ta ostatnia chwila, w które należy powiedzieć właściwe słowo które naprawi rozklekotaną machinę. Ale spojrzenie może wzbudzić poczucie winy. I znów będzie czuł się winny, będzie wybaczał i szukał kolejnych własnych błędów. E, niech idzie. On kocha stukot obcasów w posadzkę.

And as you walk away, My headstone crumbles down
As you walk away, The Hollywood wind's a howl
As you walk away, The Kremlin's falling
As you walk away, Radio 4 is static
As you walk away

Cholera, a jednak stało się. Prawa fizyki załamały się. Jednak świat załamuje się pod ciężarem smutku. Rozklekotana machina była jednak własną. Brak to tylko pustka, nie euforia. I co teraz będzie?

The stab of stiletto On a silent night Stalin smiles Hitler laughs Churchill claps Mao Tse-Tung On the back

Zło opanowuje świat. Już za późno. Zło wygrywa.
03:43, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 24 stycznia 2006
Sympathy for Mr. Vengeance
Pierwsza część trylogii (jeszcze "Oldboy" i "Pani zemsta"). Może nie najbardziej krwawa, ale najbardziej surowa w formie. Śmierć i zemsta nie jest tak kolorowa i graficzna jak w cześciach następnych. Kto ginie, ten ginie. Proste, brutalne cięcia zadane bohaterom, którzy zasłużyli sobie na śmierć swoim postępowaniem.

Jak zwykle, historia tragiczna. Zwykli ludzie w niezwykłych sytuacjach zazwyczaj robią brzydkie rzeczy. I za brzydkie rzeczy inni zwykli ludzie robią im zazwyczaj równie brzydkie rzeczy. Takie domino - pstryknie się tu albo tam, a fala zbrodni przejdzie z człowieka na człowieka. Kowalski zabije Nowaka dla kasy, Kowalskiego zabije w zemście Nowakowa, by po chwili stać się ofiarą Kowalskiej. Oczywiście Kowalską zabije policja. Albo jacyś bandyci. Co za różnica.

Zło uczynisz, to zło do Ciebie wróci! OBY!!!
03:28, worldpl , Film
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 stycznia 2006
Kanye West - Self Conscious
Obsłuchuję coraz bardziej albumy Kanye Westa. Podobają mi się coraz bardziej. To nie jest dziwna sprawa. To typowe. To typowe, że ludzie, którzy nie są wielkimi fanami hip-hopu, trawią Kanyego.

Kanye West, podobnie jak Pharrell Williams to człowiek z wizją. Kanye to człowiek z ambicją. Jego teksty są odważne, mądre, nierzadko ostre politycznie i społecznie. Ale on też nie zapomina o muzyce. A przecież muzyka jest najważniejsza.

Uwielbiam teledysk. Cały widziany oczyma bohatera (Kanyego). Lotnisko, odprowadzana do odprawy kobieta. Ona się bardzo śpieszy, on jej spokojnie towarzyszy. Obok przewijają się przypadkowi ludzie. Prosta historia początku podróży ma posłużyć przedstawieniu istotnych przemyśleń na temat dóbr materialnych, które tak naprawdę mają zakryć nasze prawdziwe JA (a niektórzy mają co ukrywać i powinni się wstydzić!).

Na koniec mała niespodzianka. Samolot odlatuje. A Kanye?
03:49, paul1981 , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2006
Colin Farrell sex tape
Jaki temat jest "na czasie w Hollywood"? W internecie pojawiła się kolejna seks kaseta. Po Pameli Anderson, po Paris Hilton, teraz w amatorskim pornolu zagrał Colin Farrell :-)

To jest równocześnie śmieszne - i żenujące. Lubiłem Farrella za parę ostatnich filmów (za Aleksandra też!), ale chyba za pornograficzne nagranie nie ma co go chwalić. Może chociaż panienka dostanie oskara za udawanie ;-)

A żeby jeszcze więcej ludzi tu przyszło z google, napiszę Kolin Farel, Colin Farrel, Colin Farell.
11:22, paul1981 , Film
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 stycznia 2006
WWW.AFRYKA.BE
Przez rok Sea Media Blog będzie dostępny pod tym adresem. Jeżeli dajecie linka do mojej strony na swojej stronie, użyjcie jednak starego adresu - SEA.BLOX.PL
"Jesus Walks" - Kanye West
Kontynuując wątek napoczęty z okazji filmu Jarhead - chciałbym coś napisać o "Jesus Walks" - kawałku Kanye Westa. Na film warto pójść tylko po to, by podczas napisów posłuchać, co nagrał na poprzedniej płycie Kanye. Tekst jest religijny i kilka osób w religijnej Ameryce bardzo to ucieszyło. Mnie raczej ucieszyła unosząca ducha muzyka.

Kilkukrotne osłuchanie piosenki pozwoliło spojrzeć w inny sposób na treść filmu "Jarhead". Spojrzeć z punktu widzenia prostego człowieka. Niekoniecznie głupiego. Wręcz przeciwnie - oczytanego, obdarzonego fantazją, kulturalnego - ale jednocześnie - prostolinijnego. Na wysokim maszcie powiewa narodowa flaga. Towarzysze broni stoją przy naszym boku. Siły zła kryją się za chmurą dymu. Nie ma domu, "w domu" są tylko korporacje, oszuści, narkotyki i amerykańskie slumsy. I jak tu nie być marines?
12:54, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 stycznia 2006
Pani Zemsta
Cóż mogę powiedzieć po środowej prapremierze w Muranowie? Film bardzo mi się podobał. Jeszcze bardziej, niż wcześniejszy film Chan-wook Park'a - "Oldboy". Dlaczego bardziej? Pani Zemsta jest po prostu lepiej przemyślanym filmem. Tani wątek rodzinno-miłosny zastąpiono trudnym do rozwikłania moralnie wątkiem zemsty wymierzanej przez ofiary przestępstwa. I to ofiary pośrednie - bowiem chodzi o zemstę dokonywaną przez rodzinę.

Przypuśćmy, że zabiją Wam kogoś bliskiego, czy zabijecie w zemście, a może zgłosicie na policję? A może posłużycie się kimś innym?
03:03, paul1981 , Film
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 stycznia 2006
Bloodhound Gang - Uhn Tiss
Z początku szok. Bloodhound Gang nagrali tanie dicho. Zobaczcie. Nie byłem zadowolony. BG to był śmieszny rockowy zespół, bardziej grupa śpiewających palantów niż prawdziwi muzycy. Potem stopniowo zmieniałem zdanie. Uhn Tiss to kolejny zabawny kawałek, tylko że tym razem chłopaki nie żartują sobe z rocka, ale z dyskotekowych przebojów lat 90.

Atrakcyjna ciemnooka panna namiętnie powtarza "uhm uhm uhm baby uhm uhm uhm", wokalista liże się z psem, tekst uderza nieprzyzwoitymi fragmentami. No stare (dobre) BG, jak nic.
02:01, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 09 stycznia 2006
Jarhead
Film bardzo mi się spodobał. A pomyśleć sobie, że poszedłem tam tylko dzięki piosence "Jesus Walks" Kanye Westa...

Kogoś interesowało, jaka jest konstrukcja psychologiczna współczesnego żołnierza amerykańskiego? Ten film daje kompleksową, realistyczną i świetnie przygotowaną odpowiedź. Zdają się to potwierdzać recenzje użytkowników serwisu filmowego imdb.com, w tym między innymi recenzje napisane przez rzekomych byłych marines.

Było wiele filmów o wojnie, ale niewiele filmów podejmowało temat wojny, w której prosty żołnierz nie miał okazji, by wystrzelić choć raz w kierunku wroga. Nowoczesne technologie. Elektroniczne systemy. Rakiety i laserowo naprowadzane bomby. Wojna przestała być wojną prostych żołnierzy. Wojna to gra komputerowa, w którą gra ktoś inny... Jakiś pilot w samolocie A-10.
00:57, paul1981 , Film
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 stycznia 2006
Pharrell Williams ratuje muzykę HH
Hip hop, jak hip hop. Niespecjalnie lubię. Ale jak już wcześniej zauważałem - w każdej dekadzie, w każdym nurcie znajdą się ludzie, którzy wybijają się ponad przeciętność. Śmieszą mnie wypowiedzi dzieci, które świata nie widzą poza obecną muzyką, śmieszą mnie wypowiedzi dziadków, którzy świata nie widzą poza dawną muzyką. Zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że wszystko co nagrane PRZED lub PO np. 2000 roku, jest chłamem.

A prawda jest taka, że na ziemi żyje kilka miliardów ludzi. Kreatywność i geniusz artystyczny nie objawia się "tylko w pewnych dekadach", ale stanowi pewien stały potencjał drzemiący w umysłach ludzi aktualnie coś tworzących. Tak się akurat składa, że obecnie modny jest hip hop, więc w morzu artystów zwykłych znajdą się artyści niezwykli.

Pharrell WilliamsCzy ktoś wątpi w to, że Pharrell Williams jest niezwykły? Nie ważne, gdzie pojawia się ten człowiek - czy to pod nazwą grupy producentów dźwięku Neptunes, czy to w zespole N.E.R.D., czy to w kawałkach solowych - jego unikalny charakter jest natychmiast zauważalny. Kim jest ten sympatyczny chłopaczek? To ktoś, kto gra na instrumentach, dba o aranżację utworów największych gwiazd hip hopu. To ktoś, kto komponuje, miksuje, wzbogaca dźwięk takich gwiazd showbiznesu jak Snoop Dogg czy Justin Timberlake. Spoglądam czasem na "czarną" stację MTV Base i już nauczyłem się, że gdy słyszę jakiś nowy kawałek jakiegokolwiek artysty, kawałek który wyróżnia się niebanalnym rytmem, tempem, samplami - na ekranie na pewno zaraz śmignie Pharrell. Zapewne to kolejny średni hiphopowiec został uraczony mocną przebudową dźwięku zaserwowaną przez Pharrella.
poniedziałek, 02 stycznia 2006
Katie Melua - jak polubić od zaraz
Katie MeluaJak polubić kogoś od zaraz? Bardzo prosto. Trzeba wpierw być wielki fanem Fiony Apple, tak jak ja. Wtedy już wystarczy znaleźć równie cukierkowo ładną piosenkarkę, najlepiej z domieszką gruzińskiej egzotyki. Jeżeli ta piosenkarka będzie potrafiła grać na jakimś instrumencie, prawie można zostać jej fanem, ale przedtem należy sprawdzić, czy na pewno sama komponuje swoje piosenki.

Katie MeluaJeżeli jest śliczna, pięknie komponuje i sama gra, to mamy prawie gotową idolkę, jednakże - wciąż brakuje małej iskierki rozpalającej nasze ognisko. Jakiegoś drobnego szczegółu, który pozwoli nam złapać się za głowę i krzyknąć "och! to jest moja muzyka!". Najlepiej w tym celu odwołać się do czegoś, co ludzie znają... no ale do czego... Zagrać Crazy Froga? Ktoś to polubi, ale nie ja. Zagrać A-Ha albo Michaela Jacksona? Ktoś się wzruszy, ja średnio.

No Katie Melua wiedziała co zagrać, żeby mnie wzruszyć - cover "Just Like Heaven" The Cure. Jestem bardzo wzruszony :-) :-) :-)
02:05, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (5) »
sobota, 31 grudnia 2005
Blur - Beetlebum
Beetlebum -- What you done -- She’s a gun -- Now what you’ve done
Beetlebum -- Get nothing done --  You beetlebum -- Just get numb
Now what you’ve done -- Beetlebum

And when she lets me slip away
She turns me on all my violence is gone

Nothing is wrong, I just slip away and I am gone
Nothing is wrong, she turns me on

Beetlebum -- Because you’re young -- She’s a gun -- Now what you’ve done
Beetlebum -- She’ll suck your thumb -- She’ll make you come
Coz, she’s your gun -- Now what you’ve done -- Beetlebum

He’s on, he’s on, he’s on it
Blur to był jeden z moich ulubionych zespołów w czasach liceum. A Beetlebum to była definitywnie moja ulubiona piosenka zespołu. Pomyśleć sobie, że w tych czasach (druga połowa lat 90) naprawdę myślałem, że to piosenka o nieszczęśliwej miłości, o chłopcu, który niezrozumiany i zrezygnowany powoli usuwa się z jakiejś psychodelicznej imprezy.

Kto by pomyślał wtedy, że to piosenka o heroinie. Nagle tekst staje się jasny i przejrzysty, a wszystko staje się proste i bezproblemowe. Wszystko nagle widać czarno na białym, a wszelka młodzieńcza niepewność i obawa wynikająca z wcześniejszej interpretacji piosenki - ustępuje miejsca błogiej oczywistości nowej interpretacji.

Uwielbiałem oryginalny teledysk. Intensywny wewnętrznie, choć prosty w formie. Lekko spowolnione ruchy, odlot w kosmos i widok na miasto o świcie. Piękne.
01:51, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 grudnia 2005
Beck - Lost Cause
Your sorry eyes, they cut through bone.
They make it hard to leave you alone.
Leave you here wearing your wounds
Waving your guns at somebody new.

Baby I’m a lost cause.

There’s too many people you used to know
They see you coming they see you go.
They know your secrets and you know theirs
This town is crazy, but nobody cares.
Baby I’m a lost
Baby I’m a lost cause.
I’m tired of fighting
Fighting for a lost cause

There’s a place where you are going
You ain’t never been before
There’s no one laughing at your back now
No one standing at your door
Is that what you thought love was for?

Baby I’m a lost Baby I’m a lost Baby I’m a lost cause I’m tired of fighting I’m tired of fighting Fighting for a lost cause.

Chłop miał ciężki rok. Spotkało go bardzo bolesne, trudne, krwawe rozstanie z kobietą, którą uważał za tą jedyną. Co może zrobić Beck, gdy ma złamane serce? Nagrać cudowny album, potwierdzić swoją klasę przez powszechność pozytywnych recenzji albumu, skwitować wszystko nagrodą Grammy...

Mimo to album wręcz ocieka smutkiem zrodzonym przez osobistą tragedię emocjonalną. Jej spojrzenie bolesne, tak utrudnia rozstanie, ale czy celowe jest dalsze zadawanie sobie ran. Obok przesuwają się postacie będące świadkami tragedii. Ktoś kto był "zawsze" przestaje być obok - czyjaś obecność staje się bolącym brakiem. Ale kiedyś po prostu brakuje sił na dalszą walkę.

Szkoda, że tak radosna postać jak Beck musiała przeżywać takie smutne chwile. Wyszedł z tego, piękny album, piękne piosenki i Grammy - wszystko, czego Beck nie chciałby mieć za taką cenę.
sobota, 24 grudnia 2005
Noc żywych trupów
Ponieważ mam w sobie nutkę buntowniczości, napiszę w noc wigilijną o Nocy Żywych Trupów. Film z 1968 roku, jeden z najsłynniejszych horrorów wszechczasów, prekursor wszelkich horrorów typu zombie.

Zombie żywią się ludzkimi mózgami. Klasyka. Pojawiają się znikąd... Też klasyka... No i pierwsza, ultrakultowa scena. Sielanka niedzielnej wycieczki. Młoda para odwiedza zmarłych na cmentarzu. W oddali pojawia się jakiś człowiek. Człowiek zbliża się chwiejnymi krokami ku młodej parze. Za chwilę rozpocznie się koszmar...

Połącz sceny krwawego mordu z niespodziewanymi atakami na niewinne ofiary. Połącz nadzieję na ocalenie z absurdalnie niespodziewanymi niekorzystnymi zwrotami akcji, a będziesz mieć receptę na horror kultowy, horror idealny.
22:24, worldpl , Film
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 grudnia 2005
The Cure - A Forest
Kontynuując wątek napoczęty w poprzednim wpisie. Wyobraźmy sobie tego nieszczęsnego faceta, który w kobiecie widzi obraz wytworzony w jego wyobraźni, nie widząc jednocześnie samej kobiety - ten obraz to tylko jego marzenia, owoc jego twórczej podświadomości. To życzenie idealnej partnerki, którą ma być ta zwykła kobieta. Mamiony fatamorganą chłopak podąża za zmyślonym obrazem. Zagłębia się w otchłań ciemnego lasu, biegnąc ku nawoływaniom nierealnego obrazu... biegnąc ku nawoływaniom tworu jego własnej podświadomości.

Piosenka przypomina bieg. Rytm przyspiesza, można poczuć każdy krok chłopaka w jego szaleńczym biegu ku marzeniu. Chłopak nie zauważa, że biegnie za złudnym obrazem. Gdy wreszcie się zatrzymuje - jest już w głębi ciemnego, przerażającego lasu. W lesie nie ma kobiety. Nigdy jej tam nie było. Obraz rozpływa się w ciemności, a chłopak skazany jest na wieczne uwięzienie w pułapce leśnej otchłani, do której zawiodły go jego własne marzenia.

"Forest" to według niejednej osoby najlepsza piosenka The Cure. Ja po raz pierwszy słyszałem ją chyba w 1999 roku, nocą, na falach jakiejś stacji radiowej. Dziesięciominutowa, przedłużona wersja nagrana na koncercie to jedno z największych przeżyć muzycznych, jakie... w ogóle może być.
14:06, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (1) »
środa, 21 grudnia 2005
The Cure - M
Hello image
Sing me a line from your favourite song
Twist and turn
But you're trapped in the light
All the directions were wrong

You'll fall in love with somebody else
Tonight








Help yourself
But tell me the words
Before you fade away
You reveal all the secrets
To remember the end
And escape someday

You'll fall in love with somebody else
Again tonight

Take a step
You move in time
But it's always back ...
The reasons are clear
Your face is drawn
And ready for the next attack

Robert Smith pisał piosenkę koło 1980 roku, do swojej ówczesnej dziewczyny (M. jak Mary, i też M. jak tytuł piosenki). Jest to dosyć intrygujące, bo podobno cytat "Hello Image" jest inspirowany powieścią Alberta Camusa "Happy Death". W powieści w chwilach szczęścia niejaki Mersault zwykł mówić do swojej Marthe "hello image". A więc była dla niego jakimś wymyślonym obrazem, choć może ona sama nawet o tym nie wiedziała.

Ja nawet nie wiem jaka jest relacja między obrazem, a prawdziwą osobą. Może jest zbieżność, a może prawda jest całkiem inna od obrazu. I jeszcze coś. Obraz mógł być rzeczywisty, mógł być wierny realiom. Ale - obraz zazwyczaj jest statyczny, a prawdziwa osoba może się już zmienić.

A jak jest naprawdę to nigdy nie wiadomo. kilka lat później Robert hajtnął się z Mary i żyli długo i szczęśliwie. A tutaj jest ich album rodzinny.
09:03, paul1981 , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2005
Strokes - Trying Your Luck
And I've lost my place again
I know this is so rare
But I'll try my luck with you
This life is on my side
Oh I am your one
Believe me, this is a chance


Let's see what is for sale
He's trying hard to give his job a chance
It's never gonna be
It's sad, but I agree
The signals don't seem right
It lasts for just one night, and then
I'm sorry that I said
That we were just good friends

Wracam do Strokes (pisałem o nich niedawno), do albumu "Is This It". To jak mówią, album przelomowy. Szkoda, że nie doceniłem go w roku, w którym się pojawił. W 2001 patrzyłem na Juliana Casablancasa i myślałem - "o, kolejny chłoptaś, a jego koledzy grają na gitarach". Potem były kolejne, dobre teledyski, no ale teledysk to nie prawdziwe brzmienie na płytce CD. Gdybym dorwał w swe łapy cały album w 2001, moja ocena byłaby inna. No ale cóż, co się odwlecze... ;-)

Próba życia z napotkanymi osobami, nie zawsze kończy się powodzeniem. Ktoś, kto pasuje "potencjalnie", nie musi pasować "realnie". Potencjalność to nie jest realność. Niektórzy pragną jednak spróbować, aby przekonać się, czy osoba obok okaże się tą osobą właściwą. Różne konsekwencje wynikają z tych prób, nieprawdaż?

P.S. Po prawej macie małą czerwoną wyszukiwarkę zasobów Sea Media Blog i Oceana.
23:48, paul1981 , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 grudnia 2005
EMBD
Eighties Matchbox B-line Disaster Ja już pisałem o Eighties Matchbox B-line Disaster. A w zasadzie tylko wspomniałem. Inni też wspominali, ale nie wystarczyło. Zespół w ogóle się nie przebił. To dla mnie spory zawód, czy dziwna i trudna do zapamiętania nazwa wystarczy by przekreślić drogę do sławy? Być może tak właśnie jest. A może jest jeszcze inaczej - może EMBD są zbyt dziwni?

A muzyka podoba mi się bardzo. Jest naprawdę mocna, pełna energii, niepohamowana, bezkompromisowa. Gitary, perkusja, bas - pomrukują jak dzikie zwierzęta - ale nie ma bezsensownego hałasu, zachowane są podstawowe nuty melodyjności. Powroty (bo jeszcze o nich napiszę) do EMBD zacznę od kawałka "Rise Of The Eagles". Tekst jest zabawny, śpiewany z dziką energią:
I wanna fly like an eagle, I wanna sing like Sinatra
I've got a date with destruction, I wanna love like a mother
Jednocześnie teledysk tłumaczy, że w podtekście chodzi o cwaniaczkowatego polityka, kogoś w stylu Bush'a, marzącego o sławie, śpiewającego peany o wolności, rozpętującego wojny i jednocześnie kochającego swoje społeczeństwo niczym mamusia może kochać swoje dzieci. Teledysk jest porażająco wspaniały :-) Dekoracje wprost z kampanii wyborczej, celnie kopiowana gestykulacja amerykańskich polityków i sekretarka klepana po d... w rytm muzyki. Masakra :-)
18:02, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 grudnia 2005
King Kong 2005
Widziałem to i powiem, że było tak - jak można się było spodziewać. Film jest niesamowicie efektowny i efektowność jego niekiedy przekształca się w efekciarstwo, a efekciarstwo przekształca się w absurdalność.

W pewnym momencie jednak pomyślałem sobie, że równie absurdalnie efekciarskie są azjatyckie produkcje typu Hero czy Przyczajony tygrys, albo latające sztylety... Jeżeli mogliśmy się "urzekać" obrazami azjatyckimi, możemy też "urzekać się" obrazem amerykańskim.

Proszę nie zastanawiać się nad oglądanym obrazem. Uśmiechnąć się i bezkrytycznie chłonąć jak egzotyczne, kolorowe, bezmyślne cacko.

Peterowi Jacksonowi gratuluję scen z robalami :-) W trylogii Tolkiena możliwości komputerowo generowanych robaków wykorzystano w bardzo niewielkim zakresie (np. 1 część, pierwsze spotkanie z Jeźdźcami), obecnie wykorzystano te możliwości w pełni.
02:34, paul1981 , Film
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 grudnia 2005
Fantastic Four
Miałem pewne wątpliwości, czy wpis dotyczący F4 powinien trafić do blogu negatywnego Ocean czy tutaj, do pozytywnego blogu Sea. Ostatecznie trafił do Sea. A więc - głupawa komiksowa historia została przeze mnie zaakceptowana.

Dlaczego? Najprościej to wytłumaczyć wskazując na obsadę F4 i udział w niej Jessici Alby ;-) No ale jest kilka innych, pomniejszych atutów ;-) Musimy cały czas pamiętać, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Z komiksową bajeczką. Z głupim filmem akcji, który oglądamy gdy nie mamy czasu i siły na nic ambitniejszego. Nie można całkowicie zanurzyć się w sztuce unikalnej i wysokiej, bowiem jej nadmiar może spowodować u odbiorcy niebezpieczne skonności do snobizmu. Czasem trzeba oczyścić swój kulturalny umysł przez dwie godziny ogłupiającej bajeczki - pełnej efektów specjalnych, oczywistych zwrotów akcji i banalnych dialogów. Obserwujemy to konsumując jakieś niezdrowe żarcie i zapijając niezdrową Colą. Po dwóch godzinach nachodzi nas lekki kac moralny związany ze straconymi pieniędzmi i czasem - ale chociaż umysł jest trochę oczyszczony.

A co powiedzieć o samyum filmie? Jak zwykle wszystkie efektowne sceny znalazły się już w trailerze, przez chwilę widać Jessicę na golasa, dowcipy są nieśmieszne, no i nikt nie umiera, poza "halabardnikami". Ale dla halabardników to w amerykańskich filmach nigdy nie ma litości.
20:12, worldpl , Film
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2005
24 Hour Party People
Po obejrzeniu filmu "24 Hour Party People" pojawiły się ciekawe przemyślenia - nie tak sobie wyobrażałem koniec Iana Curtisa. Przedstawiona w filmie rekonstrukcja wydarzeń, które doprowadziły do śmierci wokalisty słynnego zespołu Joy Division została całkowicie odarta z otaczającej ja legendy. Oto milczący chudy człowieczek ogląda sobie film "Stroszek" Wernera Herzoga, by w następnej scenie pokazać nam swoje dyndające buciki wisielca. Zero tragedii, zero emocji i bez wskazania powodów. Być może to nie był film o śmierci Iana Curtisa, ale to chyba nie uzasadnia spłycenia problemu.

O ile  pierwsza część filmu kręci się wokół Joy Division, druga część opiera się na nakręcanej narkotykami modzie na zespół Happy Mondays. Może to i było kiedyś coś wielkiego. Ale dziś - bez narkotyków i kultowej dyskoteki, Happy Mondays sprawiają wrażenie taniego dicho. Może dlatego właśnie druga część filmu mnie znudziła.
12:18, paul1981 , Film
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2005
King Kong 1979 i 2005
King KongNadchodzi King Kong. Pewnie na to pójdę. W końcu King Kong w wersji z 1979 roku bardzo mi się podobał. Nagrałem sobie ten film na kasecie VHS i oglądałem wielokrotnie. Zapewne dziesiątki razy. Scena z drewnianymi wrotami, scena z pociągiem, scena z helikopterami. Nie wiem, ile razy widziałem, jak wielka małpa wdrapuje się na WTC. No właśnie... nowo wybudowane wieże World Trade Center były wielką atrakcją dla widzów w czasie premiery filmu. Dziś wież nie ma, więc wartość filmu jest jeszcze większa.

King Kong z 1979 roku był filmem emocjonującym. Mrocznym, tajemniczym, po prostu strasznym. Przypominał nieco Park Jurajski. Trochę obawiam się tego, co zrobił Peter Jackson odpowiedzialny za nowy remake z 2005. Być może zrobił jakąś kolorową popcornową bajkę. Trailery nie były obiecujące. Komputerowa małpa biega po dżungli i naparza się z komputerowymi dinozaurami. Czy z tego może być mocny film akcji? Dowiemy się już za kilka dni, kiedy to czeka nas premiera nowego King Konga.
17:44, paul1981 , Film
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 grudnia 2005
Kanye West - Heard'em All
Brawo kolejny kawałek Kanye Westa, który bardzo mi się spodobał. Życie jest w tych czasach niespokojne i niesprawiedliwe. Spokojna bajeczka przedstawiona w teledysku (trupy, acz szczęśliwe zakończenie) zdaje się koić poszarpane nerwy, mimo tego, że sam tekst dotyka trudnych problemów czarnej społeczności w Ameryce.

Kanyemu towarzyszy Levine z Maroon5. Nie lubię Maroon5, na szczęście Levine jest w tej piosence tylko dekoracyjnie doklejony.
14:54, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17