Serwis z recenzjami zjawisk medialnych, ktorych nie znajdziecie gdzie indziej, a sa warte uwagi. Kultowe filmy, muzyka i sztuka przez masy niedoceniona.
Kategorie: Wszystkie | ! SPIS TREŚCI ! | Film | Inne | Media | Miasto | Muzyka
RSS
środa, 28 września 2005
Nieodwracalne
Po raz kolejny obejrzałem sobie "Nieodwracalne" z Monicą Bellucci i Vincentem Casselem. Tragiczna i brutalna historia beztrosko sobie żyjącej pary, której szczęście - teraźniejszość i przyszłość, niszczy tragiczne wydarzenie.

Film jest skrajnie brutalny na początku, a z czasem - coraz łagodniejszy. To dlatego, ze historia przedstawiona jest od końca. Rozpoczyna się od krwawej zemsty, potem poprzez dążenie do zemsty, poprzez krzywdę którą trzeba pomścić, poprzez przyczyny wyrządzenia krzywdy, poprzez przeszłość poprzedzającą krzywdę, historia sięga pięknej przeszłości, w której piękna Monica leży sobie w pięknym parku.

Monica jeszcze tego nie wie, ale jej życie okaże się być koszmarem. Koszmar okaże się być rzeczywistością. A wystarczyłoby zmienić jakieś małe wydarzenie, by ciąg wydarzeń był całkiem inny, nie tak tragiczny... ale niestety, to wszystko już miało miejsce. Historia toczy się od teraźniejszości - ku przeszłości. Każda kolejna scena w filmie, opowiada fragment historii bardziej zagłębionej w przeszłości. Oglądamy to i już wiemy, że już nic nie da się zrobić. To co się stało, jest nieodwracalne. Smutne.
00:53, worldpl , Film
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 września 2005
Takashi Miike - Dead or Alive 1
Oj, można się zrelaksować oglądając filmy Takashi Miike'go. Ale trzeba mieć ultraspecyficzne poczucie humory ;-) Nie każdy może sobie na takie poczucie humoru pozwolić...

Oglądam sobie film Dead or Alive 1. Pierwsze sceny. Męsko-męska sodomia, wchodzi trzeci facet, wbija nóż w tętnice faceta "na górze". Krew się leje. Przerwa... Opowieść melancholijna. Ktoś opowiada jakąś mądrość życiową. Przerwa. Tym razem ktoś się bije, przegrywa, traci rękę, potem wstaje, sięga coś za plecami, wyciąga panzerfausta... wykańcza przeciwnika panzerfaustem...

Na festiwalu w Cieszynie filmy Takashi Miike'go puszczano w serii "Nocne szaleństwo z...". To było bardzo celne zatytułowanie wyświetlanej w kinach serii. Te filmy szalone, bezsensowne, brutalne, śmieszne i mądre jednocześnie.
22:45, worldpl , Film
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 września 2005
Człowiek Ringu
James BraddockTaki film musiał być hitem. W czasach, gdy ropa droga, a władza niezbyt lubiana, Amerykanie  potrzebują jakiejś inspiracji. Skąd wziąć inspirację? A może z przeszłości? No i tak postanowiono zrobić. Ale jaką historię opowiedzieć... Znaleźli taką. I aż się prosiło, by tak amerykańską historię sfilmować. Co prawda nie wiem dlaczeo do tej historii wzieli Australijczyka Russell'a Crowe'a, ale..
"...Opowieść o losach legendarnego sportowca Jima Braddocka - boksera, który po serii przegranych pojedynków, został zmuszony do porzucenia ringu. Podczas trudnych lat Wielkiego Kryzysu podejmował się wielu zajęć, by utrzymać rodzinę. Właśnie w tym okresie ponownie otrzymał szansę zmierzenia się z jednym z najlepszych bokserów tamtych czasów. Po niespodziewanym dla wszystkich zwycięstwie został wystawiony do walki z mistrzem świata..." - filmweb.pl
James BraddockNo i zgadnijcie jak to się skończy. Motyw znany od czasów Karate Kid, po prostu kolejna produkcja w której ktoś kogoś tłucze po nosie tudzież po brzuchu i to wyraża ducha amerykańskiego narodu ;-) Poważniej rzecz biorąc, sama historia jest bardzo ładnie i wzruszająco nakręcona. Ogląda się ja z zapartym tchem i podniosłym przejęciem. Russell Crowe robi tu to, co lubi robić najbardziej - bić ludzi. I nieźle mu to wychodzi...

Nie wiem czy przekonałem kogoś do obejrzenia filmu (sam jestem średnio przekonany), ale niech przekona Was to - ktoś wydał fortunę, by stworzyć iluzję Ameryki z lat wielkiego kryzysu. Scenografia, kostiumy, robotniczy slang. Warto obejrzeć to choćby tylko dla tego.

Na zdjęciach prawdziwy i fałszywy James Braddock. Obaj lubią bić ludzi w życiu prywatnym. Na  ocean.blox.pl  pisałem już o tym jak Russel raz się wkurzył i ciskał z całej siły swoim telefonem komórkowym w obsługę hotelową :-)
10:58, paul1981 , Film
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 września 2005
West, Foxx, Legend = Gold Digger
Kurcze, ja nigdy nie przepadałem za R&B, ale dostęp i czas na słuchanie MTV Base pozwala mi na odnalezienie w ogromie muzyki R&B te najcudowniejsze kawałki, które są doskonałym przykładem talentu w najczystszej postaci :-)

"Gold Digger" - to śmieszno-prawdziwa piosenka o cwanej panience, która jest niesamowicie piękna i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Doskonale wykorzystuje swoje atuty, by drążyć kasę ze swojego faceta, by wkręcić go w dzieciaki i w alimenty ;-)

Now I ain't saying she a gold digger (When I'm Need)
But she ain't messing with no broke niggaz.............
18 years, 18 years
She got one of yo kids got you for 18 years
I know somebody paying child support for one of his kids
His baby momma's car and crib is bigger than his
18 years, 18 years
And on her 18th birthday he found out it wasn't his

Poza wesołym tekstem, jest przede wszystkim świetna muzyka. Główny wykonawca, Kanye West to wschodząca gwiazda męskiego R&B, kto wie może wkrótce największy wykonawca muzyki tego rodzaju. Wspiera go zdobywca Jamie Foxx.. Tak, ten Jamie - zdobywca Oskara za rolę Raya Charlesa. Jak śpiewa Jamie Foxx? Dokładnie jak sam Ray Charles :-) Pewnie szczęka Wam opadnie :-) Tą dwójkę chyba wspiera też wspominany wcześniej John Legend - mistrz aranżacji. John pojawia się w teledysku.

Mało Wam? Jeszcze jest więcej. Jest cudowny, wysmakowany, niesamowicie stylowy teledysk... Skąpe w kompozycji, acz wyraziste barwy, niemalże plakatowa czytelność obrazów, przepiękne ujęcia, gesty, montaż, współgranie z dźwiękiem - prawdziwe cudeńko. Koniecznie musicie dorwać w swe łapki piosenkę i teledysk!

P.S. A potem w tekście piosenki drążycielka złotka chce się ustatkować dla faceta bez złotka, tylko po to, by facet bez złotka się dobił złotka i potem uciekł do "białej dupy", która... jest drążycielką złotka ;-)  Pfff... mało to optymistyczne.
15:17, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (11) »
czwartek, 08 września 2005
John Legend - album "Get Lifted"
A John Legend to taki zdolny muzyk jest. Dziś to mogę stwierdzić bez cienia wątpliwości. Mogę to stwierdzić, bowiem posłuchałem trzeciej z kolei piosenki Johna, która mocno mi się spodobała. Wcześniej John dbał o aranżację większych sław, teraz promuje efektownie swój solowy album "Get Lifted". I to jest bardzo dobry album.

Wszystko rozpoczęło się gdzieś na początku roku 2005, gdy w stacjach telewizyjnych pokazał się teledysk do ultra-wpadającego w ucho utworu "Used To Love U". Smutna historia faceta złego na kobietę, która ściga tylko za kasą i świecidełkami. Potem była piękna i spokojna ballada (znów o miłości) "Ordinary People", a teraz bardzo pozytywnie brzmiący utwór "Number One". Zgadnijcie o czym. Heh. Oczywiście o miłości.

No to co? No to bardzo polecam. Gdy spodoba mi się trzecia z kolei piosenka tego samego wykonawcy, sam wykonawca może trafić do ulubionych. I chyba Legend do moich ulubionych trafił.
wtorek, 06 września 2005
Taboo
Taboo to japoński, skandalizujący film. Skandalizujący w Japonii. Niekoniecznie skandalizujący w Polsce. O co w tym filmie chodzi? Co tak skandalizuje?

Historia jest taka. Ładny młody chłopiec, chce zostać wielkim samurajem. Piękniś wstępuje do elitarnych oddziałów dla najzdolniejszych zabijaków. Problem w tym, że chłopiec wzbudza instynkty homoseksualne wśród starych samurajów z tej jednostki. A więc pojawiają się adoratorzy (wielu). I pojawia się miłość faceta do faceta. Wszystko się gmatwa, bo miłość przeplata się z zazdrością i zbrodnią. Fajny film :-) Gdyby to był film francuski, to z podobnej tematyki Francuzi zrobiliby lekką komedię. A w Japonii to film z gatunku "szokujących". Ha. Całkiem inna kultura...

Sam bohater, najpierw sprawia wrażenie ofiary, by z czasem okazać się "niezłym ziółkiem", zdolnym do najgorszych zachowań. Piękny wykorzystywany chłopiec lubi zabijać, lubi manipulować, lubi krzywdzić... innych facetów. Dlaczego to robi? Nie wiem naprawdę o co chodziło w tym filmie. Chyba o to, że on pewnie był wykorzystywany wcześniej, przed wstąpieniem na "drogę samuraja". To wykorzystywanie, uczyniło go potworem bez serca, skrzywionym i zranionym psychicznie. Ale to właśnie droga samuraja pozwoliła mu na odzyskanie wiary w swoją wartość - w swoją przyszłość, a jednocześnie - pozwoliła mu na bezkarne zabijanie, by okrutnie zemścić się na wszystkich facetach. Dlaczego na wszystkich? Bo pewnie biedaczek myślał, że to właśnie cały ród facetów jest winny jego prywatnego nieszczęścia. Ot, typowe zachowanie ofiary dziwnie kanalizujących swoją nienawiść nie na oprawcę, na cały świat.
01:42, paul1981 , Film
Link Komentarze (6) »
sobota, 03 września 2005
Housemartins - People Who Grinned Themselves to Death
Słuchałem sobie Housemartinsów w czerwcu, ale dopiero dziś coś mnie tknęło, by napisać o nich notkę. No bo czym są Housemartins. Zespół porównywany do "radosnej" części twórczości the Smiths. Pozytywny, optymistyczny, wręcz radosny. Wątki religijne, wątki folkowe, ale przede wszystkim przyjemna i wpadająca w ucho prosta muzyka pop. Z lat 80. Tylko że nie pop w stylu soundtracka do filmu Top Gun, ale pop angielski, bardziej subtelny, niemalże... ambitny.

Polecam zwłaszcza utwór Build, który uwielbia mniej więcej każdy, kto usłyszy po raz pierwszy Housemartins. I polecam też obydwa albumy. Zarówno "People...", jak i "London - Hull 0:4".
02:39, paul1981 , Muzyka
Link Dodaj komentarz »