Serwis z recenzjami zjawisk medialnych, ktorych nie znajdziecie gdzie indziej, a sa warte uwagi. Kultowe filmy, muzyka i sztuka przez masy niedoceniona.
Kategorie: Wszystkie | ! SPIS TREŚCI ! | Film | Inne | Media | Miasto | Muzyka
RSS
niedziela, 30 lipca 2006
Barry Lyndon

Barry LyndonNagrałem jakiś film z kanału Ale Kino. Nagrałem go 26 lutego 2006 roku. Potem zapomniałem o nim. No cóż... nie było czasu na oglądanie. Dziś włączyłem telewizor i zacząłem seans.

Nie wiem co się dzieje. Nie ma pierwszych 5 minut, ale film ma chyba głupią fabułę. Komiczny pojedynek, komiczne dialogi, komiczny rozbójnik. Ich słowa takie sztuczne, gesty takie teatralne. Cóż to, sztywna historia o rabusiu z Irlandii?

Coś nie pozwoliło mi jednak na wyłączenie magnetowidu. Coś było w tych gestach, w tych słowach, w tych obrazach. Coś co już gdzieś widziałem. Gdzie gdzie gdzie... Nasłuchiwałem, jak nazywają się bohaterowie opowieści... jest jakiś Barry Lyndon i inni... Rozpocząłem przeszukiwanie bazy danych IMDB.com. Trochę to potrwało. Znalazłem ten film. Faktycznie, Barry Lyndon. 1975 rok, jakaś historia wojen w Europie, historia oszusta, rabusia, film przygodowy?

Ale dlaczego w tym 'filmie przygodowym' każda scena jest niczym obraz senny, a każde ujęcie, jak to powyższe, mogłoby służyć jako obrazek do powieszenia nad łóżkiem. Jaki autor podrzędnego filmu przygodowego z Anglii potrafiłby stworzyć nie taśmę filmową, ale gigantyczną galerię przepięknych obrazów, kryjących się w każdym kadrze wyjętym z ruchomego obrazu. I zobaczyłem nazwisko. Stanley Kubrick.

To wystarczy. Teraz już wiem. Tutaj każdy gest może mieć wiele znaczeń. Tutaj obok treści widocznej na zewnątrz, kryją się przemyślne metafory. Tutaj każda klatka jest do oprawienia w ramki.

02:53, paul1981 , Film
Link Komentarze (2) »
piątek, 21 lipca 2006
John Legend - Used To Love U
Youtube pozwala na powrót do wielu kawałków, o których chciałem napisać, ale nie napisałem, bo nie znalazłem choćby fragmentu piosenki. O debiucie Johna nie napisałem, choć lubiłem ten dynamiczny teledysk, wypełniony niezbyt skomplikowaną, ale zrozumiałą symboliką.

Oto John prowadzi na "murzyńską mszę" swoją ciemnoskórą piękność (i to taką przy której jakaś Beyonce się chowa). Fajnie? No prawie. Piękność widzi ciemność, a w ciemności złote świecidełka na nadgarstkach innych facetów. Oto kobiecy pociąg do luksusu ukazany w zgrabnej wizualnej formie. Przecież nie musi chodzić o złoto. Może chodzić o jachty, hotele, luksusowe restauracje.

To nie świat Johna, no i... ileż dłużej on może się oszukiwać. Tej pani nie interesują romantyczne pierdoły:
Maybe, it's me, maybe I bore you
But no no, it's my fault,'cause I can't afford you
Baby when I used to love you
There's nothing that I wouldn't do
I went through the fire for you,
anything you asked me to
But I tired of livin this lie
It's getting harder to justify
Realized that I just don't love you
Może świątynia działa kojąco. Radość śpiewu wyniesie Johna ponad rolę głupiego woła harującego dla nudnej kretynki. Pastorem będzie... Kanye West. A ona będzie tęsknić. Teledysk TUTAJ.
16:42, paul1981 , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 lipca 2006
Chris Brown ft. Lil Wayne - Gimme That
Chris Brown - Gimme ThatTańczący wokalista. Jak Usher, zwykle to nie robiło dobrego wrażenia. Z początku Chris Brown też nie robił. No ale czasem trzeba się ugiąć i przyznać, że może właśnie nagrano małe arcydzieło.

To nie tylko sposób, w jaki Chris potrafi się poruszać i śpiewać. To też niesamowite dopracowanie samego brzmienia, dobrze dobrane efekty specjalne w teledysku, eleganckie stroje, przyjemnie zestawione barwy, pomysł ze lśniącą powierzachnią podłogi, no i wsparcie ze strony (podobno) szanowanego MC - Lil Wayne'a.

Chris tańczy i śpiewa świetnie, a Lil Wayne w charakterystyczny dla siebie sposób niedbale, choć celowo, "rozmija się" z tempem piosenki. Wychodzi świetnie. Warto obejrzeć ten teledysk.
12:40, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (3) »