Serwis z recenzjami zjawisk medialnych, ktorych nie znajdziecie gdzie indziej, a sa warte uwagi. Kultowe filmy, muzyka i sztuka przez masy niedoceniona.
Kategorie: Wszystkie | ! SPIS TREŚCI ! | Film | Inne | Media | Miasto | Muzyka
RSS
sobota, 31 grudnia 2005
Blur - Beetlebum
Beetlebum -- What you done -- She’s a gun -- Now what you’ve done
Beetlebum -- Get nothing done --  You beetlebum -- Just get numb
Now what you’ve done -- Beetlebum

And when she lets me slip away
She turns me on all my violence is gone

Nothing is wrong, I just slip away and I am gone
Nothing is wrong, she turns me on

Beetlebum -- Because you’re young -- She’s a gun -- Now what you’ve done
Beetlebum -- She’ll suck your thumb -- She’ll make you come
Coz, she’s your gun -- Now what you’ve done -- Beetlebum

He’s on, he’s on, he’s on it
Blur to był jeden z moich ulubionych zespołów w czasach liceum. A Beetlebum to była definitywnie moja ulubiona piosenka zespołu. Pomyśleć sobie, że w tych czasach (druga połowa lat 90) naprawdę myślałem, że to piosenka o nieszczęśliwej miłości, o chłopcu, który niezrozumiany i zrezygnowany powoli usuwa się z jakiejś psychodelicznej imprezy.

Kto by pomyślał wtedy, że to piosenka o heroinie. Nagle tekst staje się jasny i przejrzysty, a wszystko staje się proste i bezproblemowe. Wszystko nagle widać czarno na białym, a wszelka młodzieńcza niepewność i obawa wynikająca z wcześniejszej interpretacji piosenki - ustępuje miejsca błogiej oczywistości nowej interpretacji.

Uwielbiałem oryginalny teledysk. Intensywny wewnętrznie, choć prosty w formie. Lekko spowolnione ruchy, odlot w kosmos i widok na miasto o świcie. Piękne.
01:51, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 grudnia 2005
Beck - Lost Cause
Your sorry eyes, they cut through bone.
They make it hard to leave you alone.
Leave you here wearing your wounds
Waving your guns at somebody new.

Baby I’m a lost cause.

There’s too many people you used to know
They see you coming they see you go.
They know your secrets and you know theirs
This town is crazy, but nobody cares.
Baby I’m a lost
Baby I’m a lost cause.
I’m tired of fighting
Fighting for a lost cause

There’s a place where you are going
You ain’t never been before
There’s no one laughing at your back now
No one standing at your door
Is that what you thought love was for?

Baby I’m a lost Baby I’m a lost Baby I’m a lost cause I’m tired of fighting I’m tired of fighting Fighting for a lost cause.

Chłop miał ciężki rok. Spotkało go bardzo bolesne, trudne, krwawe rozstanie z kobietą, którą uważał za tą jedyną. Co może zrobić Beck, gdy ma złamane serce? Nagrać cudowny album, potwierdzić swoją klasę przez powszechność pozytywnych recenzji albumu, skwitować wszystko nagrodą Grammy...

Mimo to album wręcz ocieka smutkiem zrodzonym przez osobistą tragedię emocjonalną. Jej spojrzenie bolesne, tak utrudnia rozstanie, ale czy celowe jest dalsze zadawanie sobie ran. Obok przesuwają się postacie będące świadkami tragedii. Ktoś kto był "zawsze" przestaje być obok - czyjaś obecność staje się bolącym brakiem. Ale kiedyś po prostu brakuje sił na dalszą walkę.

Szkoda, że tak radosna postać jak Beck musiała przeżywać takie smutne chwile. Wyszedł z tego, piękny album, piękne piosenki i Grammy - wszystko, czego Beck nie chciałby mieć za taką cenę.
sobota, 24 grudnia 2005
Noc żywych trupów
Ponieważ mam w sobie nutkę buntowniczości, napiszę w noc wigilijną o Nocy Żywych Trupów. Film z 1968 roku, jeden z najsłynniejszych horrorów wszechczasów, prekursor wszelkich horrorów typu zombie.

Zombie żywią się ludzkimi mózgami. Klasyka. Pojawiają się znikąd... Też klasyka... No i pierwsza, ultrakultowa scena. Sielanka niedzielnej wycieczki. Młoda para odwiedza zmarłych na cmentarzu. W oddali pojawia się jakiś człowiek. Człowiek zbliża się chwiejnymi krokami ku młodej parze. Za chwilę rozpocznie się koszmar...

Połącz sceny krwawego mordu z niespodziewanymi atakami na niewinne ofiary. Połącz nadzieję na ocalenie z absurdalnie niespodziewanymi niekorzystnymi zwrotami akcji, a będziesz mieć receptę na horror kultowy, horror idealny.
22:24, worldpl , Film
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 grudnia 2005
The Cure - A Forest
Kontynuując wątek napoczęty w poprzednim wpisie. Wyobraźmy sobie tego nieszczęsnego faceta, który w kobiecie widzi obraz wytworzony w jego wyobraźni, nie widząc jednocześnie samej kobiety - ten obraz to tylko jego marzenia, owoc jego twórczej podświadomości. To życzenie idealnej partnerki, którą ma być ta zwykła kobieta. Mamiony fatamorganą chłopak podąża za zmyślonym obrazem. Zagłębia się w otchłań ciemnego lasu, biegnąc ku nawoływaniom nierealnego obrazu... biegnąc ku nawoływaniom tworu jego własnej podświadomości.

Piosenka przypomina bieg. Rytm przyspiesza, można poczuć każdy krok chłopaka w jego szaleńczym biegu ku marzeniu. Chłopak nie zauważa, że biegnie za złudnym obrazem. Gdy wreszcie się zatrzymuje - jest już w głębi ciemnego, przerażającego lasu. W lesie nie ma kobiety. Nigdy jej tam nie było. Obraz rozpływa się w ciemności, a chłopak skazany jest na wieczne uwięzienie w pułapce leśnej otchłani, do której zawiodły go jego własne marzenia.

"Forest" to według niejednej osoby najlepsza piosenka The Cure. Ja po raz pierwszy słyszałem ją chyba w 1999 roku, nocą, na falach jakiejś stacji radiowej. Dziesięciominutowa, przedłużona wersja nagrana na koncercie to jedno z największych przeżyć muzycznych, jakie... w ogóle może być.
14:06, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (1) »
środa, 21 grudnia 2005
The Cure - M
Hello image
Sing me a line from your favourite song
Twist and turn
But you're trapped in the light
All the directions were wrong

You'll fall in love with somebody else
Tonight








Help yourself
But tell me the words
Before you fade away
You reveal all the secrets
To remember the end
And escape someday

You'll fall in love with somebody else
Again tonight

Take a step
You move in time
But it's always back ...
The reasons are clear
Your face is drawn
And ready for the next attack

Robert Smith pisał piosenkę koło 1980 roku, do swojej ówczesnej dziewczyny (M. jak Mary, i też M. jak tytuł piosenki). Jest to dosyć intrygujące, bo podobno cytat "Hello Image" jest inspirowany powieścią Alberta Camusa "Happy Death". W powieści w chwilach szczęścia niejaki Mersault zwykł mówić do swojej Marthe "hello image". A więc była dla niego jakimś wymyślonym obrazem, choć może ona sama nawet o tym nie wiedziała.

Ja nawet nie wiem jaka jest relacja między obrazem, a prawdziwą osobą. Może jest zbieżność, a może prawda jest całkiem inna od obrazu. I jeszcze coś. Obraz mógł być rzeczywisty, mógł być wierny realiom. Ale - obraz zazwyczaj jest statyczny, a prawdziwa osoba może się już zmienić.

A jak jest naprawdę to nigdy nie wiadomo. kilka lat później Robert hajtnął się z Mary i żyli długo i szczęśliwie. A tutaj jest ich album rodzinny.
09:03, paul1981 , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2005
Strokes - Trying Your Luck
And I've lost my place again
I know this is so rare
But I'll try my luck with you
This life is on my side
Oh I am your one
Believe me, this is a chance


Let's see what is for sale
He's trying hard to give his job a chance
It's never gonna be
It's sad, but I agree
The signals don't seem right
It lasts for just one night, and then
I'm sorry that I said
That we were just good friends

Wracam do Strokes (pisałem o nich niedawno), do albumu "Is This It". To jak mówią, album przelomowy. Szkoda, że nie doceniłem go w roku, w którym się pojawił. W 2001 patrzyłem na Juliana Casablancasa i myślałem - "o, kolejny chłoptaś, a jego koledzy grają na gitarach". Potem były kolejne, dobre teledyski, no ale teledysk to nie prawdziwe brzmienie na płytce CD. Gdybym dorwał w swe łapy cały album w 2001, moja ocena byłaby inna. No ale cóż, co się odwlecze... ;-)

Próba życia z napotkanymi osobami, nie zawsze kończy się powodzeniem. Ktoś, kto pasuje "potencjalnie", nie musi pasować "realnie". Potencjalność to nie jest realność. Niektórzy pragną jednak spróbować, aby przekonać się, czy osoba obok okaże się tą osobą właściwą. Różne konsekwencje wynikają z tych prób, nieprawdaż?

P.S. Po prawej macie małą czerwoną wyszukiwarkę zasobów Sea Media Blog i Oceana.
23:48, paul1981 , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 grudnia 2005
EMBD
Eighties Matchbox B-line Disaster Ja już pisałem o Eighties Matchbox B-line Disaster. A w zasadzie tylko wspomniałem. Inni też wspominali, ale nie wystarczyło. Zespół w ogóle się nie przebił. To dla mnie spory zawód, czy dziwna i trudna do zapamiętania nazwa wystarczy by przekreślić drogę do sławy? Być może tak właśnie jest. A może jest jeszcze inaczej - może EMBD są zbyt dziwni?

A muzyka podoba mi się bardzo. Jest naprawdę mocna, pełna energii, niepohamowana, bezkompromisowa. Gitary, perkusja, bas - pomrukują jak dzikie zwierzęta - ale nie ma bezsensownego hałasu, zachowane są podstawowe nuty melodyjności. Powroty (bo jeszcze o nich napiszę) do EMBD zacznę od kawałka "Rise Of The Eagles". Tekst jest zabawny, śpiewany z dziką energią:
I wanna fly like an eagle, I wanna sing like Sinatra
I've got a date with destruction, I wanna love like a mother
Jednocześnie teledysk tłumaczy, że w podtekście chodzi o cwaniaczkowatego polityka, kogoś w stylu Bush'a, marzącego o sławie, śpiewającego peany o wolności, rozpętującego wojny i jednocześnie kochającego swoje społeczeństwo niczym mamusia może kochać swoje dzieci. Teledysk jest porażająco wspaniały :-) Dekoracje wprost z kampanii wyborczej, celnie kopiowana gestykulacja amerykańskich polityków i sekretarka klepana po d... w rytm muzyki. Masakra :-)
18:02, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 grudnia 2005
King Kong 2005
Widziałem to i powiem, że było tak - jak można się było spodziewać. Film jest niesamowicie efektowny i efektowność jego niekiedy przekształca się w efekciarstwo, a efekciarstwo przekształca się w absurdalność.

W pewnym momencie jednak pomyślałem sobie, że równie absurdalnie efekciarskie są azjatyckie produkcje typu Hero czy Przyczajony tygrys, albo latające sztylety... Jeżeli mogliśmy się "urzekać" obrazami azjatyckimi, możemy też "urzekać się" obrazem amerykańskim.

Proszę nie zastanawiać się nad oglądanym obrazem. Uśmiechnąć się i bezkrytycznie chłonąć jak egzotyczne, kolorowe, bezmyślne cacko.

Peterowi Jacksonowi gratuluję scen z robalami :-) W trylogii Tolkiena możliwości komputerowo generowanych robaków wykorzystano w bardzo niewielkim zakresie (np. 1 część, pierwsze spotkanie z Jeźdźcami), obecnie wykorzystano te możliwości w pełni.
02:34, paul1981 , Film
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 grudnia 2005
Fantastic Four
Miałem pewne wątpliwości, czy wpis dotyczący F4 powinien trafić do blogu negatywnego Ocean czy tutaj, do pozytywnego blogu Sea. Ostatecznie trafił do Sea. A więc - głupawa komiksowa historia została przeze mnie zaakceptowana.

Dlaczego? Najprościej to wytłumaczyć wskazując na obsadę F4 i udział w niej Jessici Alby ;-) No ale jest kilka innych, pomniejszych atutów ;-) Musimy cały czas pamiętać, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Z komiksową bajeczką. Z głupim filmem akcji, który oglądamy gdy nie mamy czasu i siły na nic ambitniejszego. Nie można całkowicie zanurzyć się w sztuce unikalnej i wysokiej, bowiem jej nadmiar może spowodować u odbiorcy niebezpieczne skonności do snobizmu. Czasem trzeba oczyścić swój kulturalny umysł przez dwie godziny ogłupiającej bajeczki - pełnej efektów specjalnych, oczywistych zwrotów akcji i banalnych dialogów. Obserwujemy to konsumując jakieś niezdrowe żarcie i zapijając niezdrową Colą. Po dwóch godzinach nachodzi nas lekki kac moralny związany ze straconymi pieniędzmi i czasem - ale chociaż umysł jest trochę oczyszczony.

A co powiedzieć o samyum filmie? Jak zwykle wszystkie efektowne sceny znalazły się już w trailerze, przez chwilę widać Jessicę na golasa, dowcipy są nieśmieszne, no i nikt nie umiera, poza "halabardnikami". Ale dla halabardników to w amerykańskich filmach nigdy nie ma litości.
20:12, worldpl , Film
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2005
24 Hour Party People
Po obejrzeniu filmu "24 Hour Party People" pojawiły się ciekawe przemyślenia - nie tak sobie wyobrażałem koniec Iana Curtisa. Przedstawiona w filmie rekonstrukcja wydarzeń, które doprowadziły do śmierci wokalisty słynnego zespołu Joy Division została całkowicie odarta z otaczającej ja legendy. Oto milczący chudy człowieczek ogląda sobie film "Stroszek" Wernera Herzoga, by w następnej scenie pokazać nam swoje dyndające buciki wisielca. Zero tragedii, zero emocji i bez wskazania powodów. Być może to nie był film o śmierci Iana Curtisa, ale to chyba nie uzasadnia spłycenia problemu.

O ile  pierwsza część filmu kręci się wokół Joy Division, druga część opiera się na nakręcanej narkotykami modzie na zespół Happy Mondays. Może to i było kiedyś coś wielkiego. Ale dziś - bez narkotyków i kultowej dyskoteki, Happy Mondays sprawiają wrażenie taniego dicho. Może dlatego właśnie druga część filmu mnie znudziła.
12:18, paul1981 , Film
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2005
King Kong 1979 i 2005
King KongNadchodzi King Kong. Pewnie na to pójdę. W końcu King Kong w wersji z 1979 roku bardzo mi się podobał. Nagrałem sobie ten film na kasecie VHS i oglądałem wielokrotnie. Zapewne dziesiątki razy. Scena z drewnianymi wrotami, scena z pociągiem, scena z helikopterami. Nie wiem, ile razy widziałem, jak wielka małpa wdrapuje się na WTC. No właśnie... nowo wybudowane wieże World Trade Center były wielką atrakcją dla widzów w czasie premiery filmu. Dziś wież nie ma, więc wartość filmu jest jeszcze większa.

King Kong z 1979 roku był filmem emocjonującym. Mrocznym, tajemniczym, po prostu strasznym. Przypominał nieco Park Jurajski. Trochę obawiam się tego, co zrobił Peter Jackson odpowiedzialny za nowy remake z 2005. Być może zrobił jakąś kolorową popcornową bajkę. Trailery nie były obiecujące. Komputerowa małpa biega po dżungli i naparza się z komputerowymi dinozaurami. Czy z tego może być mocny film akcji? Dowiemy się już za kilka dni, kiedy to czeka nas premiera nowego King Konga.
17:44, paul1981 , Film
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 grudnia 2005
Kanye West - Heard'em All
Brawo kolejny kawałek Kanye Westa, który bardzo mi się spodobał. Życie jest w tych czasach niespokojne i niesprawiedliwe. Spokojna bajeczka przedstawiona w teledysku (trupy, acz szczęśliwe zakończenie) zdaje się koić poszarpane nerwy, mimo tego, że sam tekst dotyka trudnych problemów czarnej społeczności w Ameryce.

Kanyemu towarzyszy Levine z Maroon5. Nie lubię Maroon5, na szczęście Levine jest w tej piosence tylko dekoracyjnie doklejony.
14:54, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (1) »
środa, 07 grudnia 2005
Debbie Harry
Debbie HarryUwielbiam Debbie Harry. A to głównie dlatego, że Debbie Harry trudno jest nie uwiebiać. Post-punkowa społeczność była wykreowana głównie przez dziewacznych chłopców ubranych w łachmany. A tutaj nagle pojawiła się Debbie.

Debbie również miała dziwaczny image, ale jej udziwnione kosmiczne stroje zawsze ocierały się o elegancję, nigdy zaś nie ocierały się o kicz. Oto odrzucona przez system młodzież otrzymała wzór do naśladowania, ikonę kultury, która przez swój wizerunek wręcz krzyczała, że i punkówa może mieć w oku błysk damy. Nawet wówczas, gdy ubierała się w przykrótką i komiczną bluzeczkę w czarnobiałe paski.

Nie wiem czy to styl ubioru Debbie. Ona miała coś w tych oczach. Wystarczyło spojrzeć na nią w teledysku "Heart of Glass" by mieć wrażenie, że to kadr z dynastii... Kto by pomyślał, że była nawalona dragami i pewnie nie miała na sobie majtek.
23:52, paul1981 , Muzyka
Link Komentarze (6) »
Japońskie horrory
Są straszne :-) W przeciwieństwie do ich amerykańskich remake'ów, które zazwyczaj są tylko śmieszne. Spośród paskudnych horrorów japońskiej produkcji polecam w szczególności serię Ju On: Grudge. To może najpaskudniejsze i najgłębiej oddziaływujące na psychikę filmy, jake widziałem.

Twórcy odkryli metodę, na materializację najgorszych obaw widza związanych z oglądaniem horrorów. Powolnie zbliżające się niebezpieczeństwo. Przeraźliwe odgłosy, perspektywa oczu ofiary... To wszystko mrozi krew w żyłach i na długo pozostawi w Was niepokojące wrażenie, gdy wejdziecie samotnie do pustego, półmrocznego pokoju.
02:21, paul1981 , Film
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 05 grudnia 2005
Cień Króla
Wawa-Milkolajki-2005--1Wybrałem się na film Kodeks 46. Ciepłe ubranie, dokumenty, aparat fotograficzny, może się coś ciekawego przydarzy. No i się najpierw przydarzyło to, że nie było filmu. Nikt nie przyszedł.

Zniechęcony wyszedłem z Cinema 1, by udać się na Plac Zamkowy. Przyciągnęły mnie odgłosy jakiś kolęd śpiewanych w różnych językach. Wokaliści przebrani za Świętych Mikołajów rozgrzewali publiczność. Aż dziw, że nikt nie zauważył Cienia Króla.
00:01, paul1981 , Miasto
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 grudnia 2005
150 tys. metalowców?
"...150 tysięcy metalowców z całych Włoch demonstrowało w piątek w Rzymie domagając się odnowienia układu zbiorowego..." - gazeta.pl
Czyżby jeszcze ktoś chciał słuchać metalu? To znaczy co? Iron Maiden, Metallica?
Dj Hoax i Mr. Flick
Zbliża się pierwszy piątek miesiąca, czyli kolejna edycja... GOD SAVE THE QUEEN (Fuck Art !)

V/A Team w składzie Dj Hoax i Mr. Flick w swoim klasycznym repertuarze Brytyjsko-około-Brytyjskim z przewagą gitar. Kto był ten wie, kto nie był ten się dowie, a kto nie przyjdzie ten jest słaby.
Brit Pop/Rock | Punk Rock | New Wave | Indie

Jadołodajnia Filozoficzna (dobra 33/35), wstep: 5 PLN
start: 21:00
Bo i znowu. Ciekawe gdzie tym razem umieszczą swój stolik odważni DJ'e. Ostatnim razem było z lekka hardkorowo, przez cały czas miałem wrażenie, że ktoś zaraz wpadnie z piwem na cały sprzęt i okablowanie... Swego czasu członkowie grupy punkowej Suicide byli oddzieleni dosyć poważnymi zaporami od widzów (bo wymachiwali łańcuchami), może dla bezpieczeństwa wszystkich przydałaby się jakaś klatka DJ'ska :-) Albo chociaż jakiś wielki ochroniarz ;-)